| Komu bije (ten) dzwon? |
|
Podczas I Gdańskiej Giełdy Zboża która odbyła się w dniu 29 lipca 2010 roku w Dworze Artusa na Długim Targu w Gdańsku, mieliśmy okazję porozmawiać z prezesem Krajowej Federacji Producentów Zbóż panem Rafałem Mładanowiczem.
Raport Rolny: Panie prezesie, proszę nam powiedzieć jak to jest z tą giełdą w przypadku KFPZ – jesteście patronem, sponsorem, organizatorem giełdy? Rafał Mładanowicz: My obejmujemy patronat, nie jesteśmy organizatorem, ale cieszymy się, że takie inicjatywy są, że mamy możliwość uczestniczyć w takich spotkaniach. Te spotkania dla nas, jako tych masowych, towarowych producentów zbóż są ważne bo widzimy, że nasze możliwości produkcyjne są duże i podkreślmy - jako polscy producenci mamy potencjał dużo większy niż jesteśmy w stanie wyprodukować. W tym roku wyprodukujemy mniej, ale nie jest to uzależnione od nas. Technologie, które posiadamy są już przygotowane do tego aby produkować ponad 30 milionów ton. Takie spotkania jak to dzisiejsze, ma na celu właśnie to, abyśmy mogli wspólnie z innymi firmami, partnerami handlowymi rozmawiać o naszych możliwościach eksportowych, a także omawiać rzeczy, które są bardzo istotne, czyli o poszerzeniu, dopasowaniu i rozbudowie infrastruktury eksportowej. Przecież jesteśmy w Gdańsku, w Trójmieście, no co jak co, ale linie brzegowe oraz możliwości zagospodarowania nieruchomości pod kątem eksportowym są. O tym właśnie rozmawiamy wspólnie i jest to dobry prognostyk na przyszłość. RR. Pewnie miał pan już możliwość zapoznać się z listą uczestników tego spotkania? Czy lista spełnia pańskie oczekiwania? Czy są tu firmy, które rokują nadzieję na dalszą owocną współpracę? RM. Powiem panu w ten sposób, że spora liczba firm, a jest ich tutaj kilkadziesiąt, to wg mnie firmy istotne na polskim rynku i nie tylko na polskim, bo mamy firmy z krajów sąsiadujących, mamy Niemców, Litwinów, Słowaków, Czechów, Łotyszy, Duńczyków, Anglików, Holendrów i to nam pokazuje, że jako polski rynek produkcji zbóż jesteśmy postrzegani w Europie bardzo pozytywnie. Chociaż trzeba to zaznaczyć, nie ma na pewno wszystkich, wydaje mi się, że niektóre firmy podeszły do tego bardzo asekuracyjnie, może nie miały na tyle odwagi aby w tym uczestniczyć. Osobiście uważam, że kolejne takie spotkanie będzie się cieszyło jeszcze większa frekwencją. Mam nadzieję, że poza dużą frekwencją, wyniesione stąd doświadczenia oraz zawarte transakcje dobrze rokują przyszłości Giełdy. RR Postrzegam to spotkanie jako czysto biznesowe, ale czy w takim spotkaniu nie powinni uczestniczyć przedstawiciele ministerstwa, agencji rolnych? Co pan o tym sądzi? RM. Wydaje mi się, że ministerstwa czy agencje rządowe powinny uczestniczyć we wszystkich takich spotkaniach, przede wszystkim po to, aby mieć na bieżąco informację z rynku o tym co się dzieje, żeby nie dochodziło do konfrontacji takich jak m.in. na naszej debacie przedżniwnej 29 czerwca w Ministerstwie Rolnictwa gdzie informowaliśmy o tym co faktycznie dzieje się na polach a przedstawiciele agencji robili duże oczy. W tych agencjach, w poszczególnych departamentach im więcej byłoby informacji z rynku czyli po prostu z uczestnictwa w takich spotkaniach, tym wypowiedzi urzędników byłyby bardziej wiarygodne, bardziej profesjonalne, wypowiedzi, które by nie godziły bardzo mocno, bardzo ostro w kierunku nas producentów. Niektóre wypowiedzi – również z Ministerstwa Rolnictwa – do dnia dzisiejszego są naprawdę dla nas niezrozumiałe. Podtrzymywanie w dalszym ciągu prognozy rzędu 27 milionów ton zbóż w Polsce i twierdzenie, że nie będzie problemów z jakością – dla mnie, to jest nie na miejscu. Będąc tutaj, rozmawiając z przedstawicielami firm, z producentami, urzędnicy mogliby otrzymać informacje z pierwszej ręki - najcenniejsze. Wiadomości o tym co może się wydarzyć w najbliższym czasie na rynkach polskim i europejskim pod kątem ceny, nie na kilka miesięcy do przodu, ale na kilka tygodni, jesteśmy w stanie przewidzieć. Te rzeczy urzędnicy powinni wiedzieć, oni powinni je zbierać, weryfikować i przedstawiać opinii społecznej, ale tego nie robią i to jest bardzo przykre. RR. Jak te spotkania biznesowe, które mamy tutaj na wyciągnięcie ręki, przekładają się później na promocję polskiego rolnictwa, na zysk polskiego producenta zbóż? RM. Odpowiem Panu w ten sposób, firmy, które uczestniczą w Giełdzie i tak się znają, natomiast funkcjonuje tu przede wszystkim informacja, nie tylko z poszczególnych regionów Polski ale również Europy, czyli pod kątem podtrzymywania właściwego toku myślenia. Każdy z nas przed żniwami, przed momentem skupowym w zakresie decyzji dotyczących sprzedaży, ma swoje wypracowane informacje i kanały którymi to do niego dociera. Tutaj można to wszystko doskonale zweryfikować. To jest właśnie ten moment, że będziemy znali tendencję kilkutygodniową do przodu. Natomiast ogólnie ja patrzę jako producent, jako rolnik, że pod kątem promocji, to fakt iż mamy tylu przedstawicieli z różnych krajów sąsiadujących jest dobrą prognozą eksportową. Ten rok jak na razie zamykamy bardzo dobrym wynikiem eksportowym 1800000 ton, takiego wyniku dawno w Polsce nie było, albo wcale nie było. Przed nami duża perspektywa kolejnego eksportu. Kontrakty terminowe, które były zawierane przy dobrym przeliczniku - który był ponad 4 złote, dzisiaj jest poniżej - powodowały to, że zawierano dużo takich kontraktów eksportowych, czyli my staliśmy się atrakcyjnym krajem pozyskania surowca, gdzie ja, jako producent powinienem się cieszyć bo uzyskałem lepsza cenę. W przyszłości musimy jednak pamiętać o tym, że ten towar wyjechał od nas i jeżeli nie będziemy mieli importu to może się pojawić deficyt i może być zagrożenie. To jest właśnie jeden z plusów uczestnictwa w takich spotkaniach, bo pozwala wnioskować, że na rynku ten trend będzie cały czas dodatni. Dla producentów zbóż oznacza to, że najbliższy sezon lub najbliższe dwa sezony musimy dalej utrzymywać kierunek dobrego inwestowania i maksymalizacji produkcji, bo to się będzie nam opłacało. RR. Wiosenne powodzie, obecne ulewne deszcze i podtopienia z obawą pozwalają patrzeć na najbliższą przyszłość. Dzwony biją na alarm – co to będzie? RM. Rynek nie reaguje gwałtownie na warunki jakie są w chwili obecnej. Począwszy od marca od zejścia śniegów, okres powodzi, później okres niestety suszy, gdzie IUNG podał, że 128 gmin – głównie województwa zachodniopomorskie, lubuskie – jest dotkniętych suszą. Ta klęska suszy zauważalna jest wszędzie, bo zniżki w plonach zbóż ozimych i jarych są widoczne w całej Polsce. Teraz od kilku dni mamy powroty ulewnych deszczów. Są regiony gdzie mamy podtopienia. W tej chwili niszczeje to, co już nam się urodziło, mieliśmy wstępną korektę plonów rzędu 5, 6, 7%, obecnie poza obniżką masy, mamy gwałtowną obniżkę jakości zbóż. Według Krajowej Federacji Producentów Zbóż w najbliższych dniach pojawi się na rynku zauważalna duża różnica pomiędzy ceną zbóż konsumpcyjnych a zbóż paszowych. Naszym zdaniem w najbliższych miesiącach może dojść do sytuacji, że zabraknie nam w Polsce dobrych jakościowo zbóż konsumpcyjnych. RR. Przed nami trudny okres żniw, sytuacja tworząca duże emocje. Sprzedawać czy nie sprzedawać? RM. Osobiście uważam, że producent zbóż, producent rolny, kiedy uzyskuje godną cenę w której widzi swoją opłacalność produkcji, czuje ten zysk, to żeby nie podążał w kierunku tej ceny maksymalnej, bo my też nie wiemy kiedy to się zatrzyma, mamy przykre doświadczenia z przed dwóch lat, kiedy tona pszenicy przez moment kosztowała ponad tysiąc złotych, ale zobaczmy jakie były konsekwencje rynku otaczającego. Tutaj mój apel byłby taki żebyśmy my wszyscy w momencie kiedy uzyskujemy cenę godną dla nas, gdzie ten poziom opłacalności jest satysfakcjonujący, żebyśmy nie próbowali wywierać jeszcze wyższych nacisków, bo z doświadczenia widzimy, że to się mści w gwałtownych często nie uzasadnionych podwyżkach środków do produkcji rolnej co powoduje znaczący wzrost nakładów na produkcję. Rynek jest rynkiem, jeżeli tylko relacja złotówkowa będzie niekorzystna i nie będzie eksportu, dojdzie wtedy do taniego importu, nasza cena gwałtownie w Polsce spadnie i staniemy przed sytuacją w której koszty nabycia środków będą wysokie, a zbycie naszych produktów może być bardzo niskie. Wtedy nie będzie żadnej opłacalności naszej produkcji. Tutaj mój główny apel. Jeżeli nam się dzisiaj opłaca sprzedawać zboże za godne pieniądze, za dobry zysk rzędu kilkunastu procent, to ja sprzedaję, nie czekam na więcej. Artykuł publikowany w magazynie Raport Rolny. |
